Recenzja filmu "Freestyle" (2023) Netflix

Do obejrzenia filmu "Freestyle" nie zachęciła mnie bynajmniej fabuła - historia o handlujących koksem raperach z Krakowa jakoś mnie nie urzekła. W zwiastunie na Netfliksie moja  uwagę przykuła charakterystyczna twarz. To Maciej Musiałowski, zdolny aktor młodego pokolenia, szerszej publiczności znany z "Hejtera" Jana Komasy, być może z "Kryptonimu Polska" lub "Chrzcin" oraz seriali "Kod genetyczny" i "Druga szansa". Miałam przyjemność oglądać go także w "Stowarzyszeniu Umarłych Poetów" na deskach Och-Teatru Krystyny Jandy i muszę przyznać, że na żywo jego gra robi jeszcze większe wrażenie. Włączyłam "Freestyle", żeby sprawdzić, czy aktor swoją charyzmą podniesie poziom produkcji, której scenariusz nie zapowiadał się - przynajmniej dla mnie - specjalnie porywająco.  

Historia jest dość banalna. Diego, syn krakowskiego gangstera, aspirujący raper z narkotykową  przeszłością, wychodzi z odwyku. Postanawia trzymać się z daleka od dilerki i skupić na nagrywaniu płyty. Chłopak składa rymy ze swoim kumplem Mąką, który do najbardziej odpowiedzialnych ludzi na świecie niestety nie należy. W studiu, w którym nagrywają chłopaki, znika drogi mikrofon. Mąka, chcąc nie chcąc, przyznaje się do winy, a Diego, któremu bardzo zależy na płycie, próbuje załagodzić konflikt i obiecuje szybko zwrócić pieniądze. Nie bardzo mając pomysł na zdobycie kasy, Diego ulega pokusie szybkiego zarobku na jednorazowej transakcji ze słowackim dilerem. Jak się pewnie domyślacie, nie będzie to sprzedaż cukierków. Diego bierze w leasing kilogram koksu od starych znajomych i tu zaczynają się kłopoty. Po "cudownym rozmnożeniu" towaru cała sprawa konkretnie się sypie. Znajomi z narkotykowego półświatka okazują się nielojalni, przyjaciele zawodzą, a do głównego bohatera dociera, w jakie bagno się właśnie wpakował. Wszystko dodatkowo komplikuje - jakże by inaczej - dziewczyna. Dziewczyna kumpla-gangstera, żeby było ciekawiej.

Nie było dla mnie żadnym zaskoczeniem, że Maciej Musiałowski stworzył wiarygodną, pełnokrwistą postać. To utalentowany i pracowity aktor, który może jeszcze sporo namieszać w polskiej kinematografii. Należy docenić także Michała Sikorskiego, który świetnie wcielił się w rolę zblazowanego, nieogarniętego Mąki. Widz skupia się na głównym bohaterze i jego rozterkach, w tle jest pytanie o przyjaźń i lojalność w przestępczym środowisku oraz nienarzucający się wątek miłosny. Przy takiej konwencji filmu rozwijanie pobocznych tematów i budowaniu złożonych postaci drugoplanowych byłoby dość karkołomne. Można krwistego steka zalać gęstym sosem i zasypać przyprawami - tylko po co, skoro najlepiej smakuje oprószony solą i pieprzem.

Co znamienne dla polskich produkcji, młodzieżowy slang bywa w dialogach nienaturalnie gęsty. Powoduje to pewien zgrzyt, jednak nie psuje odbioru całości. Nie przekonały mnie postaci gangsterów "wyższego szczebla" ani ich relacje z młodocianymi dilerami. "Freestyle" utrwala mocno zakorzeniony i wciąż dobrze sprzedający się w Polsce stereotyp rapera-dilera i ćpuna. Historia, choć mało oryginalna, trzyma się kupy - zgrabnie skonstruowana fabuła wciąga widza. Warstwa muzyczna brzmi autentycznie, a Musiałowski z mikrofonem radzi sobie zupełnie nieźle - fakt, że zawodowo zajmuje się również muzyką, z pewnością nie pozostaje tu bez znaczenia. Widz, który potraktuje film jako rozrywkę, nie doszukując się w nim głębi przekazu, spędzi przed ekranem naprawdę przyjemne półtora godziny!


Komentarze